Historia

Tego księdza pamięta wielu mieszkańców Gubina

8 lutego 1993 roku, setki mieszkańców Gubina pożegnało Ojca Pa­rafii, byłego proboszcza księdza magistra Aleksandra Dobruckiego. Urodził się 28 maja 1914 roku w Wasylkowcach w województwie tarnopolskim. Miał brata starszego od siebie o 14 lat i siostrę, która była 12 lat starsza. Po ukończeniu szkoły podstawowej w rodzinnej miejsco­wości pracował w gospodarstwie rodziców, “bo wola ojca była święta”.

We wrześniu 1929 r. rozpoczął naukę w Państwowym Gimnazjum im. Wincentego Pola w Tarnopolu. Niemal do ostatnich chwil swego życia z rozrzewnieniem wspominał tę szkołę, gdzie chciałby pojechać “ażeby ucałować tę ziemię przesiąkniętą krwią naszych przodków, patriotów, męczenników…”

Będąc gimnazjalistą należał do orkiestry grając na berdzie- ogromnym instrumencie podobnym do gitary czy mandoliny. W późniejszych latach grał również na fisharmonii. W czasach gimnazjalnych mieszkał w Bur­sie Polskiej w Tarnopolu.

Kiedy dr Tadeusz Kunicki, właściciel majątku w Wa­sylkowcach, dowiedział się, że młody Aleksander wybiera się na teologię, zaproponował mu szkołę ułanów w Gru­dziądzu lub weterynarię w Bydgoszczy. Po maturze napisał podanie do Seminarium Duchownego we Lwowie z prośbą o przyjęcie. Po ukoń­czeniu tegoż seminarium, 8 września 1939 roku otrzymał święcenia subdiakonatu, a na kapłana wyświęcony został 5 listopada 1939r. w Katedrze Lwowskiej. Pierwszą pracę duszpasterza podjął w Samołuskowcach, skąd prze­niósł się do Sasowa. Obie miejscowości znajdowały się na kresach wschodnich II Rzeczypospolitej. Od 12 kwietnia 1945 r. był administratorem parafii Licheń koło Konina, a 20 kwietnia 1949 r. otrzymał nominację na proboszcza parafii Brudzew Kaliski.

Nominację na proboszcza gubińskiej parafii otrzymał 23 grudnia 1958 r., a obowiązki objął 26 lutego 1959 roku. Rozpoczynał, jak wspominał, od początku, W mieszkaniu plebanijnym i w kościele zastał pustkę, wszystko było zniszczone, jak po wojnie. Wydawało się księdzu, że zrobił głupstwo przenosząc się na Zachód. Intensywna praca duszpasterska doprowadziła do tego, że powoli udało się Mu “wciągać łódź Piotrową na właściwą drogę”.

W styczniu 1964 roku wybuchł pożar w zakrystii. Spaliła się aparatura głośnikowa, urządzenia elektryczne, szaty, or­naty, bielizna. Jak wspomniał ksiądz “był to najcięższy rok w ciągu 27-letniej pracy kapłańskiej w Gubinie”.

15 lutego 1985 roku już po ukończe­niu 70 lat przeszedł na emeryturę. Nie był jednak bezczynny. Pisał wspo­mnienia, dużo czytał, grał, malował, śpiewał, spacerował i pracował. Był niezależny od nikogo. Miał swoje mie­szkanie, ogródek, ubrania. Miał rów­nież opiekunkę, miał czas na wszy­stko – i dla Boga – i dla ludzi. Jak sam mawiał “jako młode pacholę marzyłem zawsze, ażeby być probosz­czem”. Był wspaniałym proboszczem naszej parafii! I takim pozostanie w naszej pamięci.

Zmarł 5 lutego 1993 roku. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w niedzielę 7 lutego wniesieniem trumny ze zwłokami księdza do kościo­ła pw. Trójcy Św. i odprawieniem uro­czystej Mszy świętej pogrzebowej, z od­czytaniem testamentu, przy licznym udziale wiernych. Następnego dnia od rana trwało modlitewne przygotowanie do odprowadzenia zwłok na cmentarz. O godzinie 11.00 odbyła się Msza św., którą koncelebrowało około 50 księży pod przewodnictwem biskupa ordy­nariusza diecezji ks. Józefa Michali­ka. Kondukt pogrzebowy ulicami mia­sta (Królewską, Dąbrowskiego, Wy­spiańskiego i Lubelską) zmierzał na cmentarz komunalny. Nad trumną przemawiał proboszcz parafii Gubin ks. Jan Guss i burmistrz miasta Czesław Fie­dorowicz. W pogrzebie – oprócz setek mieszkańców Gubina – brały udział delegacje szkół i zakładów pracy. Rodzice księdza pochowani są na małym cmentarzu we wsi Jarnołtów koło Nysy Kłodzkiej, nad granicą z Czechami.

Podobne artykuły

Sprawdź również
Zamknij
Przycisk powrotu do góry